Bruksela leży na styku francuskiej i flamandzkiej Belgii, i to połączenie kształtuje wszystko w charakterze regionu: dwa języki na każdym znaku ulicznym, dwie tradycje kulinarne w każdym menu i tempo, które nigdy do końca nie dogoniło roli stolicy instytucji europejskich. Z dala od szklanych wież dzielnicy UE starsza część miasta zachowuje własny rytm, zbudowany wokół cechowych placów, krytych pasaży i niewielkich barów, w których od pokoleń nalewa się te same piwa klasztorne.
Grand Place jest oczywistym punktem wyjścia — rynek otoczony złoconymi domami cechowymi, które należały niegdyś do piekarzy, piwowarów i przewoźników miasta. To obiekt z listy UNESCO, i nawet w tłoczne popołudnie rzeźbione fasady zasługują na uważne przyglądanie się, a nie tylko szybkie zdjęcie. Odtąd wąskie uliczki prowadzą do Îlot Sacré, gdzie stoiska z goframi sąsiadują z czekoladziarniami, w których wciąż ręcznie temperuje się kakao. Kultura belgijskiej czekolady jest w Brukseli głęboko zakorzeniona: rodzinne pracownie sprzedają pralinki na wagę, a niektóre wciąż prowadzą działające kuchnie na widoku, gdzie sam proces produkcji jest częścią sklepu.
Piwo to drugi stały element. W Brukseli wciąż warzy się lambik i gueuze metodą spontanicznej fermentacji. Tradycyjne estaminets serwują je razem z piwami trapistów i klasztornymi, często z dobranym serem lub talerzem frytek. Kilka browarów w centrum miasta wciąż organizuje wycieczki po działających piwnicach, a degustacja gueuze w miejscu jej powstania to zupełnie inne doświadczenie niż picie jej gdziekolwiek indziej.
Poza turystycznym centrum Bruksela ma dzielnice, które nagradzają spokojne, niepospieszne wędrowanie. Saint-Géry jest dziś pełne niewielkich galerii i barów urządzonych w starych magazynach. Marolles wciąż prowadzi pchli targ na swoich brukowanych uliczkach, gdzie każdego ranka handlarze wykładają meble, szkło i stare pocztówki. Matongé, kongijska dzielnica w pobliżu Porte de Namur, łączy zachodnioafrykańskie tkaniny, sklepy muzyczne i kuchnię na tych samych kilku blokach — przypomnienie, że tożsamość Brukseli nie jest jedynie francusko-flamandzka, ale naprawdę międzynarodowa.
Ixelles i Saint-Gilles to rzędy kamienic z żelaznymi balkonami o zaokrąglonych liniach i witrażowymi klatkami schodowymi z epoki architekta Victora Horty. Spacerowanie tymi ulicami bez ustalonego planu jest często najlepszym sposobem, by je zauważyć, bo wiele z najpiękniejszych fasad znajduje się na spokojnych, mieszkalnych blokach, a nie przy głównych alejach. Podobnie objawia się długoletnia miłość Brukseli do sztuki komiksowej: malowane murale z postaciami belgijskich komiksów pojawiają się na szczytowych murach w całym centrum, jako część publicznego szlaku, który zmienia spacer między dzielnicami w coś na kształt poszukiwania skarbów.
Rzeka Zenne, w dziewiętnastym wieku w większości przykryta, wciąż kształtuje geografię miasta, a kanał płynący na północ od centrum łączy Brukselę z Antwerpią i leżącymi za nią flamandzkimi nizinami. Wzdłuż jego brzegów stare magazyny przemysłowe zamieniły się w galerie, browary i weekendowe targi, dając dzielnicy nad kanałem spokojniejszy, bardziej lokalny charakter niż turystyczne uliczki wokół Grand Place.
Jako region Bruksela jest dobrą bazą do odkrywania mniejszych flamandzkich i walońskich miasteczek, które ją otaczają, każde z własnymi domami cechowymi, tradycjami piwowarskimi i rynkami, wszystkie osiągalne w krótkiej odległości od stolicy. Razem tworzą zwarty, dostępny pieszo zakątek Belgii, gdzie średniowieczna architektura, tradycje piwowarskie i rzemiosło czekoladowe znajdują się w bliskim zasięgu.